Półmaraton Chmielakowy w czasie 1:41:30 i otarcie się o życiówkę.

Wczoraj, czyli 20 sierpnia 2016 odbył się Półmaraton Chmielakowy w Krasnymstawie. Dla mnie ten bieg rozpoczął nowy sezon biegowy 2016/2017.




Chociaż do pobicia mojej życiówki na dystansie półmaratonu (1:41:00)  zabrakło mi 30 sekund, to i tak uważam te zawody za ogromny sukces i wskaźnik postępu, jaki udało mi się zrobić w przeciągu ostatnich miesięcy. A więc jak było na Chmielakach? Czy to udana impreza? Zapraszam do lektury!

Kilka słów o Półmaratonie Chmielakowym

Półmaraton Chmielakowy odbył się już po raz piąty w ramach trzydniowej piwnej zabawy znanej jako Chmielaki.  Osobiście brałam udział w tej imprezie po raz drugi (pierwszy raz biegłam w 2014 roku) i wspominam ją bardzo pozytywnie.

Trasa

Nie da się ukryć, że trasa Półmaratonu Chmielakowego wiedzie przez naprawdę piękne okolice. Ok. 7 km trasy to po prostu bieg po lesie. Poza tym biegniemy przez pola, łąki,a zaledwie niewielki odcinek przez miasto.  Jeśli ktoś jest fanem malowniczych widoków z polami po horyzont, to zdecydowanie warto wybrać się na tę imprezę. Poniżej mapka z zaznaczoną trasą biegu.polmaraton-chmielakowy

Trasa jest tak samo piękna, jak i trudna. Różnice wysokości na całej trasie biegu wynosiły prawie 100 m, co niestety przy szybszym tempie (poniżej 5:30 min/km) jest naprawdę bardzo mocno odczuwalne. Dodatkowo prawie połowa trasy jest po miękkim podłożu (ścieżki leśne oraz szuter), które, chociaż jest lepsze dla stawów, niestety spowalnia dość mocno.  Poniżej profil trasy.

polmaraton-chmielakowy-profil

Warunki pogodowe

Pogoda była naprawdę piękna, ale nie sprzyjała specjalnie szybkiemu bieganiu, gdyż było ok. 30 stopni, a słońce naprawdę jeszcze mocno paliło (chociaż jest już druga połowa sierpnia). W trakcie biegu musiałam się polewać wodą, która pozwalała mi nieco podkręcić tempo (do momentu aż wyschłam). Po biegu jak zawsze miałam pięknie opalone zarówno spodenki, jak i okulary.




Relacja z biegu, czyli otarcie się o życiówkę i podium

Półmaraton Chmielakowy ukończyłam w czasie 1:41:30, co jest dla mnie czasem gorszym od życiówki o 30 sekund. Biorąc pod uwagę warunki pogodowe oraz profil trasy, myślę, że mogę spokojnie uznać, że życiówka padła. Nawet najszybsi zawodnicy mieli czasy gorsze o nawet 4-5 minut od swoich rekordów.

Swój dotychczasowy rekord pobiłam na Półmaratonie Warszawskim w 2015 roku, podczas którego warunki były idealne: ok. 10 stopni oraz płaska trasa. Dodatkowo ukończenie Półmaratonu Warszawskiego w takim czasie mocno odchorowałam, prawie wymiotowałam na mecie i przez dłuższy czas nie mogłam się fizycznie pozbierać (miałam także masakryczne zakwasy później). Wówczas ukończenie półmaratonu w 1:41:00 było dużo ponad moje siły, a wczorajszy bieg myślę, że był na jakieś 85-90% moich obecnych możliwości.

Poniżej bardziej szczegółowe podsumowanie wczorajszych zawodów.

polmaraton-chmielakowy-analiza

Według mnie jest naprawdę dobrze!

Szybkie pierwsze kilomtery

Aby ukończyć półmaraton w czasie poniżej 1 h 40 minut bez większych problemów i mieć odrobinę zapasu najlepiej jest biec przez cały czas ze średnim tempem ok. 4:35. Ustawiłam zegarek, aby pokazywał mi szacowany czas ukończenia i rozpoczęłam bieg w tempie (niestety za szybkim) 4:20/km. Niestety docelowe tempo byłam w stanie utrzymać tylko przez niecałe 5 km, po których zaczął się ogromny kryzys i brak sił.

Mocny kryzys po 5 km

Przez moment nawet zastanawiałam się czy tych zawodów nie zamienić na „dobry trening” i zupełnie nie odpuścić sobie walki o docelowe tempo. Jak się później okazało mój kryzys  i brak sił  były w pełni uzasadnione, gdyż od 5 km zaczął się podbieg trwający aż do 13 km. Nie analizowałam wcześniej trasy ani jej profilu, aby się ewentualnie do trasy nie uprzedzić i stąd też nie wiedziałam, że mój kryzys ma bardzo solidne podłoże.

Odzyskanie siły

Na szczęście na 8 km wbiegliśmy do lasu, w którym było co najmniej 10 stopni mniej.  Pomimo, że był to cały czas podbieg, to duży spadek temperatury pomógł mi odzyskać siły i nieco podkręcić tempo. Zegarek z powrotem zaczął pokazywać nieco lepszy szacowany czas ukończenia (ok. 1:40). Na 14 km udało mi się nawet zejść do tempa  z pierwszego kilometra, czyli 4:20/min.

Odzyskanie wiary

Od ok. 13 km (jeszcze cały czas w lesie) zaczął się delikatny zbieg, co od razu poczułam po wzrastającym tempie. Momentalnie odzyskałam wiarę, że jeszcze uda się ten bieg ukończyć w dobrym czasie i podkręciłam tak bardzo, jak tylko się dało. Zegarek momentami pokazywał nawet czas ukończenia poniżej 1:40, co powodowało we mnie małe „zrywy” i wyprzedzanie kilku osób.

Ostatnie 5 km i największa walka

Niestety po 15 km wybiegliśmy z chłodnego lasu i choć teraz trasa wiodła po asfalcie, to jednak znów było bardzo gorąco. Dodatkowo na ok. 18 km był niemalże „pionowy” podbieg, który wiele osób po prostu wykosił. Na ostatnich kilometrach na przemian przyspieszałam i zwalniałam (gdy czułam, że może mi „odciąć prąd”), ale wiedziałam już, że ukończę w nie najgorszym czasie, co mnie bardzo motywowało do dalszej walki.

Na ok. 20 kilometrze poczułam, że zaraz mogę zemdleć, ale na szczęście udało się temu jakoś zapobiec.

Meta, wynik  i litry piwa

polmaraton-chmielakowy-krasnystawOstatecznie na metę wbiegłam w czasie netto 1:41:30, czyli czasie według mnie naprawdę dobrym. Byłam 106 osobą na mecie na 459 osób, które ukończyło bieg. Wśród kobiet byłam 11, gdyż czołówka została obstawiona przez nasze sąsiadki z Ukrainy. 🙂

W kategorii wiekowej 18-29 (cały czas to jeszcze jest moja kategoria) byłam 4, ale po odjęciu dziewczyn z OPEN znalazłam się na 1 miejscu i stanęłam na podium.

Najciekawszą rzeczą było to, że na mecie nie było niczego innego do picia niż piwo. Byłam skrajnie odwodniona i po raz pierwszy piłam piwo dosłowne litrami, duszkiem i bez soku. Myślę, że nie skłamię, jeśli oszacuję, że wypiłam ok. 3-4 piw i prawie w ogóle ich nie poczułam poza lekkimi zawrotami głowy.




To dopiero początek

Pierwszy bieg w nowym sezonie uznaję za naprawdę spory sukces, który otworzy mi drogę do kolejnych życiówek i pozwoli wyrwać wszystko, co się da z mojej obecnej kategorii wiekowej 20+ (która niestety wraz z 2017 rokiem się skończy). Widzę iż mój obecny plan treningowy oraz dieta naprawdę dają efekty.

Za trzy tygodnie będzie Półmaraton Lubartowski, w którym zamierzam już NAPRAWDĘ złamać 1 h 40 min i na ten moment nie dopuszczam innej opcji. 11 września nie  powinno już być upałów, a trasa tego  biegu jest dużo bardziej przyjazna i płaska.  Do następnego!

One Response

  1. Biegacz Sierpień 25, 2016

Dodaj komentarz