Uzależnienie od słodyczy, czyli zupełnie prawdziwa historia o tym, jak przestać jeść słodycze i wygrać walkę z nałogiem.

Jak przestać jeść słodycze? Jak powstrzymać się od jedzenia słodyczy?  Czy uzależnienie od słodyczy jest walką możliwą do wygrania? Moje przemyślenia oraz wypracowane sposoby na nadmierne jedzenie słodyczy.

Stworzenie bloga SportsJunkie.pl skłoniło mnie nie tylko do uporządkowania swoich wszystkich przemyśleń ściśle treningowych, ale przeprowadzenia ogólnej głębszej samorefleksji. Jedną z rzeczy, z których niedawno sobie zdałam  sprawę jest fakt, że poza oczywistym uzależnieniem od sportu jestem także typowym cukrowym nałogowcem.

W zasadzie przez całe dotychczasowe życie moim największym ośrodkiem nagrody były… słodycze. Zarówno wielka euforia jak i pogorszenie nastroju prawie zawsze skutkowały odruchowym sięganiem po słodkie. Ciastko, batonik, czekolada, żelki. Mogę swoje ulubione łakocie wymieniać bez końca. Wszystko będzie dla mnie smaczne byleby miało dużo cukru i skutecznie mnie zapchało na co najmniej kilka godzin. Jeśli chodzi o ilość w jednej porcji, to też nie miałam tutaj nigdy jakichś większych ograniczeń. 2000 czy 3000 kcal w jednej porcji (np. 500 g ciasta) nie stanowiły i nie stanowią dla mnie większego wyzwania.

Jak przestać jeść słodycze?

Oto jedna z moim słodyczowych „przystawek”.

Poza zdaniem sobie sprawy z faktu uzależnienia od cukru zauważyłam również, że przez co najmniej ostatnie 10-13 lat życia próbowałam z tym uzależnieniem bezskutecznie walczyć. Błędnie wydawało mi się, że jest to tylko kwestia twardego postanowienia (jak np. w przypadku palenia), że przestaję jeść słodycze oraz ich gwałtownego odstawienia raz na zawsze.

Oczywiście nigdy nie udało mi się słodyczy ot tak odstawić i nie odniosłam nigdy jasnego oraz jednoznacznego zwycięstwa w walce z cukrowym nałogiem. Niemniej jednak przez tych wiele lat prób, porażek i błędów myślę, że w końcu jestem bliska uzyskania w tej walce zdecydowanej przewagi i przede wszystkim odzyskania (co najmniej częściowo) kontroli nad swoim cukrowym apetytem.

Nie jest to artykuł promujący jeden cudowny środek, który sprawia, że apetyt na cukier w magiczny sposób znika. To zbiór moich doświadczeń i metod wypracowanych przez ostatnie półtora roku, czyli czas, w którym do spraw związanych z dietą podeszłam z dużo większą determinacją niż wcześniej.  W końcu na szali jest mój wygląd oraz wyniki biegowe, więc to już nie są „przelewki”.  😛 Czas nieubłaganie mija (i będzie mijał bez względu na to, czy zrobię coś z tym, czy nie), więc tym razem do tematu podeszłam ze zdecydowanie większą powagą. 

Jeśli zastanawiasz się jak przestać lub chociaż ograniczyć jedzenie słodyczy i podejrzewasz u siebie uzależnienie od cukru, to zdecydowanie jest to artykuł dla Ciebie. Nie jestem dietetykiem ani ekspertem od żywienia, ale myślę, że jestem świetnym i zarazem wyjątkowo beznadziejnym przypadkiem cukrowego nałogowca, na którego większość tradycyjnych metod nie działa. Znajdziesz tutaj zarówno spis rzeczy, które próbowałam i odniosłam rażącą porażkę oraz to, co w końcu zaczęło działać i zbliżać mnie do osiągnięcia słodyczowo-dietetycznej równowagi.

Negatywne skutki jedzenia słodyczy

Najbardziej oczywistym negatywnym skutkiem jedzenia słodyczy jest rzecz jasna nadwaga (BMI powyżej 25) a w bardziej skrajnych wypadkach nawet otyłość (BMI powyżej 30).

Swoje BMI możesz wyliczyć tutaj: bmi-online.pl 

Bez odpowiedniej dawki sportu nadprogramowe kilogramy to niemalże kwestia gwarantowana. Gdyby nie moje równolegle trwające od prawie 10 lat uzależnienie od sportu, to jestem pewna, że znajdowałabym się w grupie osób mających problem sprawnie przejść przez drzwi i kwalifikowałabym się do przyklejenia sobie na pupie kartki z napisem „Uwaga! Zachodzi przy skręcie”.  Przykre, ale jakże boleśnie prawdziwe.

Uzależnienie od słodyczy: negatywne skutki jedzenia słodyczy

W przypadku osób uprawiających bardzo dużo sportu istnieje szansa wyjścia na „zero”, czyli coś, co mi się udało dotychczas osiągać. Jednak przy 8-9 treningach w tygodniu i ogromie czasu, jaki poświęcam na sport chcę czegoś więcej niż tylko minimalizowanie negatywnych skutków obżerania się słodkim.

Dlatego też pod koniec 2015 roku w końcu (wraz z moim wzrastającym zainteresowaniem crossfitem) zaczęłam na poważnie wdrażać zdrową zbilansowaną dietę i jestem już w tym momencie bliska osiągnięcia w tej kwestii zadowalającej mniej równowagi. Nie jest jeszcze idealnie, ale wszystko idzie w dobrą stronę.

Poniżej przedstawiam negatywne skutki jedzenia słodyczy, jakie zaobserwowałam u siebie. Po głębszym zastanowieniu myślę, że dałabym radę listę wydłużyć co najmniej dwukrotnie.

  • Bardzo złe samopoczucie. Przy zjedzeniu bardzo dużej ilości słodkiego (np. 300-400 g czekolady lub ciasta) odczuwam charakterystyczne kołatanie serca oraz bardzo intensywnie się pocę. Przed snem taką dawkę cukru najnormalniej na świecie „odchorowuję” i rano wstaję czując się jakbym miała kaca.
  • Efekt usypiający. Czuję się totalnie zamulona i nie jestem w stanie się skoncentrować. Mózg (przynajmniej mój) wcale nie potrzebuje cukru do prawidłowego funkcjonowania. Cukier jedynie go usypia jeszcze bardziej i uniemożliwia skupienie uwagi przez dłuższy czas.
  • Napędzanie głodu. Po zjedzeniu dużej dawki cukru bardzo szybko znów czuję się głodna i mam ochotę na kolejną „porcję”.
  • Negatywny wpływ na wydolność sportową. Zjedzenie za dużej ilości słodkiego nawet w przeddzień zawodów może źle na nie wpłynąć. Najlepszym tego przykładem jest ostatnia Trzecia Dycha do Maratonu, na której zamiast walczyć o puchar, walczyłam ze swoim żołądkiem, aby nie zwymiotować (dzień wcześniej wieczorem zjadłam 300 g czekolady w formie deseru). Od tego czasu minęły już 3 dni, a ja cały czas nie jestem w stanie nawet pomyśleć o czekoladzie. Można spokojnie stwierdzić, że przedawkowałam czekoladę i najzwyczajniej na świecie się nią podtrułam. Organizm zamiast zająć się regeneracją i dostarczaniem mi energii na zawodach, musiał starać się poradzić sobie w gigantyczną nadprogramową dawką cukru.
Skoro mając pełną świadomość wszystkich powyższych negatywnych skutków jedzenia słodyczy nadal po nie sięgam i mam na nie ochotę, to co jest to innego niż najzwyklejsze na świecie destrukcyjne uzależnienie?

Jak skutecznie podtrzymać uzależnienie od słodyczy, czyli 3 największe błędy w walce z nałogiem

Zanim podzielę się z Wami tym, co w końcu zaczęło jakoś skutkować z chęcią przedstawię swoje największe i najbardziej podstawowe błędy, które popełniłam w walce z uzależnieniem od słodyczy.

Można spokojnie stwierdzić, że przez ostatnie 10 lat „zapętliłam” się na przemian stosując poniższe trzy metody i w rzeczywistości dalej podtrzymując swoje uzależnienie od cukru.

#1 Zamiast jeść słodkie zdecydować się na odrobinę słodkiego alkoholu

Nie zliczę, ile razy ten błąd popełniłam. Idąc na weekendowe spotkanie ze znajomymi decydowałam, że zamiast napychać się słodkim wypiję sobie jedno lub dwa piwa (ewentualnie słodkie wino), które na porannym treningu następnego dnia spalę. Plan bardzo dobry, ale dla mnie zazwyczaj nierealny. Piwo a także słodkie wino tak zawsze potęgowały mój apetyt na słodycze,  że w rezultacie piłam alkohol, a następnie pochłaniałam sporą dawkę słodyczy. Nie ma nic lepszegp w podtrzymaniu uzależnienia od słodyczy niż uderzenie z dwóch stron: słodkie piwo a następnie dwie czekolady i ciasto. Brawo ja!

#2 Drastycznie odstawić z dnia na dzień cukier w każdej postaci

To jest chyba jeden z najmniej mądrych sposobów na walkę ze słodyczami i zdecydowanie najmniej skuteczny  na dłuższą metę. Jeśli nie masz wyjątkowo silnej woli (a większość ludzi nie ma niestety), to odniesiesz wielką porażkę. Maksymalny okres czasu, jaki wytrzymałam bez słodyczy to równo miesiąc (był to jednorazowy „incydent” w 2008 roku). Nawet jeśli udawało mi się wytrzymywać  ok. tygodnia lub kilka dni to była to istna męczarnia. Zamiast skupiać się na pracy, skupiałam się na swoim głodzie. Drastyczne odstawienie cukru (przynajmniej w moim wypadku na początku) w rezultacie prowadziło do takiego głodu, że w momencie „złamania” w przeciągu piętnastu minut potrafiłam zjeść półroczny przydział słodyczy dla normalnej osoby.  Dwie czekolady, pączek, gniazdko i paczka żelków w jednym posiłku? Bez najmniejszego problemu.

3# Zjeść słodkie na śniadanie, aby nasycić się cukrem na cały dzień

Rozpoczynanie dnia od węglowodanów (w szczególności prostych) to najgorsze, co można zrobić. Lepsze będzie już chyba wieczorne wypicie piwa i zagryzienie go pączkiem, aby pójść spać i następnego dnia zacząć wszystko od początku. Nie zdarzyło mi się ani razu stosując tę metodę skończyć jedzenia słodyczy na pierwszym posiłku. Dzień rozpoczęty od słodkości zawsze przemieniał się w słodyczową ucztę w najlepszym wypadku trwającą do wieczora. Zdecydowanie nie polecam tej metody.

Jak przestać jeść słodycze, czyli co w końcu zaczęło działać

W końcu jednak „ogarnęłam” się i zdecydowałam podejść do tematu poważnie i metodologiczne, a nie drastycznie. Rozpoczęłam od znalezienia dietetyka, który rozpisze mi dietę biorąc pod uwagę moje redukcyjne i treningowe cele. To był początek zmian i powolnego wypracowywania skutecznej metody na uzależnienie od słodyczy.

Usystematyzowanie diety i posiłków

Od listopada 2015 roku zaczęłam po raz pierwszy jeść według profesjonalnie rozpisanej diety. Oczywiście od tego czasu zrobiłam sporo odstępstw (w weekendy w szczególności), ale jednak przynajmniej jakieś „ramy” tej diety cały czas były obecne. Dużo czasu minęło zanim udało mi się dojść do takiego rozkładu posiłków który prawie w 100% mi odpowiada oraz przy którym nie czuję głodu ani przejedzenia.

Nie da się ukryć, że pierwszy i najważniejszy krok w walce z uzależnieniem od cukru jest usystematyzowanie i zaplanowanie posiłków oraz całej diety.

Dieta low carb ze zwiększoną ilością tłuszczu

Nie jest rzeczą odkrywczą, że im więcej jemy węglowodanów (w szczególności prostych) to tym bardziej chce nam się jeść. Posiłki w dietach niskowęglowodanowych są zazwyczaj bogate w tłuszcz i białko, dzięki czemu dłużej czujemy się po nich syci, a także wywołują mniejszy wyrzut insuliny (zazwyczaj jedzone w takich dietach posiłki mają dużo mniejszy indeks glikemiczny).

W przypadku cukroholików diety niskowęglowodanowe to zazwyczaj ostatnia deska ratunku, aby powrócić do równowagi.

Zachęcam do przeczytania kilku moich artykułów, gdzie opisuję swoje „wariactwa” dietetyczne:

Bieganie na czczo

Temat biegania na czczo i jego szeregu zalet poruszałam już wielokrotnie wcześniej. Zdecydowanie polecam je nie tylko dla osób, których celem jest głównie redukcja.

Ja osobiście po bieganiu na czczo czuję się głodna, ale nie aż tak głodna, że mogłabym zjeść całą lodówkę. Zmęczenie w jakiś sposób przyczynia się do lekkiego zahamowania głodu, w tym także słodyczowego (bieganie i sport w ogóle regulują przecież poziom cukru we krwi).

Dodatkowo biegając na czczo zawsze nieco opóźnimy godzinę pierwszego posiłku. Jeśli zaczniemy jeść później, to jest szansa, że  danego dnia zjemy mniej.

Słodkie odżywki białkowe

W czasach, kiedy zaczynałam swoją walkę z uzależnieniem od słodyczy odżywki białkowe były tak ohydne w smaku, że nie dało się ich jeść, jeśli nie dolało się do nich, na przykład, słodkiego syropu.

Teraz odżywki smakują naprawdę wyśmienicie i w wielu przypadkach (np. po zblendowaniu ich z mlekiem i owocami) trudno jest się zorientować, że jemy odżywkę a nie np. owocowe lub śmietankowe lody. Tutaj polecam w szczególności odżywkę o nazwie KFD Protein Dessert. Odżywkę miksujemy z mlekiem i otrzymujemy coś, co przypomina zarówno w wyglądzie jak i smaku budyń lub bitą śmietanę.

Jak przestać jeść słodycze: białko

Oczywiście koktajle owoce to nie wszystko, co możemy z odżywką zrobić. Moim ulubionym białkowo-tłuszczowym śniadaniem od dłuższego czasu jest tylko i wyłącznie białkowy omlet. Składa się on z następujących składników:

  • dwa jaja
  • 20 g odżywki białkowej (izolatu) o smaku kokosowym
  • dwie łyżeczko kakao
  • kilka kropel aromatu arakowego
  • 10 g oleju kokosowego

Ilość białka w tej potrawie to ok. 35 g, a ilość tłuszczu ok. 30 g. Węglowodanów mamy tutaj okrągłe zero. 

Jaja wraz z odżywką oraz odrobiną aromatu miksuję i smażę na patelni jak zwykły omlet. Całość po przygotowaniu smakuje dużo lepiej niż prawdziwy omlet, a przecież nie ma ani grama cukru i ma ZERO węglowodanów. Po przygotowaniu wygląda to tak:

Jak powstrzymać się od jedzenia słodyczy: omlet

Ostatnio ten posiłek jem także z jedną całą dużą starką marchewką i mam spokój na co najmniej 4 godziny.

Zastąpienie cukru naturalnymi słodzikami

Dla wielu z nas kawa i herbata nie miałaby najmniejszego sensu, jeśli nie byłaby posłodzona. Kilka lat temu jedyną alternatywą cukru były słodziki zawierające bardzo niezdrowy aspartam lub cyklaminian sodu.

W tym momencie mamy do wyboru także inne zdrowe alternatywy, które smakowo wcale bardzo nie odbiegają od cukru. To, co ja lubię najbardziej to stewia (można ją kupić w proszku i pastylkach) oraz erytrytol.

Stewia

Jeśli chodzi o stewię, to ma dość specyficzny smak, do którego trzeba się po prostu przyzwyczaić. Jednak gdy się już przyzwyczaicie do słodzenia kawy stewią, nie będziecie później w stanie słodzić jej cukrem. Zobaczycie sami.

Więcej o stewii: https://pl.wikipedia.org/wiki/Stewia

Erytrol lub erytrytol

Erytrol jak dla mnie smakowo w ogóle nie odbiega od cukru. Jedyna różnica jest taka, że jest mniej słodki, więc trzeba go używać odpowiednio więcej.

Więcej o eeytrytolu znajdziecie tutaj: https://pl.wikipedia.org/wiki/Erytrytol

Zarówno erytrytol jak i stewię można wykorzystać nie tylko do słodzenia napojów, ale także np. do słodzenia dietetycznego ciasta. Moim hitem i ulubionym zamiennikiem normalnego ciasta  jest ciasto kokosowe zrobione z następujących składników:

  • mąka kokosowa
  • jaja
  • masło
  • wiórki kokosowe
  • erytrytol

Produkt finalny smakuje identycznie jak normalne słodkie ciasto, a nie zawiera w sobie ani odrobiny cukru. Ilość mąki, jaką dodaję również jest niewielka, więc można takie ciasto spokojnie potraktować jako białkowo-tłuszczowy posiłek. Gotowe ciasto kokosowe wygląda tak:

Uzależnienie od słodyczy: ciasto kokosowe

Zamierzam niedługo wypróbować zrobić to ciasto tylko z odżywką zamiast mąki i wtedy będzie to już w pełni legalny posiłek dla wszystkich osób „na diecie”.

Cheat meal lub ewentualnie na początku cheat day

W początkowej fazie swoich zmagań ze zmianą destrukcyjnych nawyków cukrowych jedyną rzeczą, która pozwalała mi psychicznie wytrwać bez jedzenia słodkiego przez cały tydzień była świadomość, że w sobotę będę mogła zjeść cheat meal.

Cheat meal to po prostu „oszukany” posiłek. Zamiast zaplanowanego posiłku jemy to, na co mamy ochotę. Czekolada? Ciastko? Hamburger? Pizza? Proszę bardzo. Oto jeden z moich oszukanych posiłków:

Uzależnienie od słodyczy: cheat meal

Więcej o posiłku typu cheat meal możecie przeczytać tutaj: http://www.fabrykasily.pl/diety/co-to-jest-cheat-meal

Przez pierwsze miesiące tak naprawdę był to zazwyczaj cheat day (a nawet cheat weekend), ale dzięki temu, że w pozostałe 5- 6 dni trzymałam dietę praktycznie w 100% i porządnie trenowałam (8-9 razy w tygodniu) to udawało mi się mimo wszystko redukować tkankę tłuszczową.

Był to już spory krok naprzód w stronę osiągnięcia zdrowej równowagi. Trzymałam się rozpisanej diety, ale jednocześnie mogłam się (i to zupełnie bezkarnie) rzucić na ulubioną czekoladę (lub dwie) w sobotni wieczór.

Poniżej kilka artykułów odnośnie intensywności i częstotliwości moich treningów:

Im lepsze osiągałam wyniki odnośnie redukcji tkanki tłuszczowej i poprawy wyników sportowych, tym coraz bardziej zależało mi na ograniczeniu posiłków typu cheat meal. Coraz częściej zaczynając swoją ucztę nie myślałam tylko o swoim głodzie, ale też o tym, że nie chcę zaprzepaścić tego, co już osiągnęłam. Zaczynałam się zastanawiać, czy aby na pewno ta chwila przyjemności jest tyle warta, aby w jakiś sposób psuć to, na co pracowałam przez ostatnie 5-6 dni.

Nadal zdarzają mi się ataki głodu (szczególnie po dwóch treningach następujących po sobie) i chwile słabości jak chociażby pochłonięta przeze mnie czekolada 300 g na przeddzień Trzeciej Dychy do Maratonu. Miałam też w tym roku kilka akcji najadania się słodkim aż po brzegi, ale były to, o ile dobrze pamiętam, dwa lub trzy incydenty.

Moim celem w tym momencie będzie ograniczenie posiłku cheat meal do 2 razy w miesiącu i całkowite wyeliminowanie cheat days. W tym roku miałam chyba tylko jeden lub dwa takie dni i nie chcę tego więcej powtarzać.

Ilość przyjemności i satysfakcji, jaką daje mi zjedzenie cheat meal’a maleje na korzyść czucia zadowolenia i satysfakcji z całkowitego trzymania diety i dążenia do wyznaczonego sobie celu.

Najbardziej cieszy mnie to, że trend idzie w dobrą stronę i nie ma znaczenia, że nie udało mi się od razu wszystkiego zmienić. Ważne, że to się zmienia, a ja wyraźnie widzę tego efekty.

Masło orzechowe

Masło orzechowe może nas bardzo fajnie i skutecznie „zapchać” pod warunkiem, że nie zjemy całego słoiczka (co niestety też mi się zdarzyło parę razy). Masło orzechowe świetnie spowolni przemianę materii i da nam uczucie sytości, dzięki wysokiej kaloryczności oraz bardzo wysokiej zawartości tłuszczu (ok. 50 g tłuszczu i aż 600 kcal na 100 g). Pamiętać musimy jednak, aby wybrać mało bez dodatku cukru i jednorazowo nie zjadać go więcej niż 30 g (są to ok. trzy małe łyżeczki).

W moim przypadku próby zastąpienia słodyczy masłem orzechowym skończyły się niepowodzeniem, gdyż polubiłam masło prawie tak samo jak słodycze i stopniowo coraz więcej go zjadałam. Postanowiłam z masła zrezygnować całkowicie po tym, gdy zdałam sobie sprawę, że przez tydzień w sposób zupełnie magiczny zjadłam jego cały kilogram. Wydawało mi się, że biorę tylko odrobinę do 1-2 posiłków i  czasem trochę jako przekąskę mającą zabić największy apetyt.  Okazało się, że sporo w swych kalkulacjach „na oko” się przeliczyłam, więc niestety musiałam powiedzieć codziennym przekąskom w formie masła orzechowego STOP.

W międzyczasie wypróbowałam także masła orzechowego bez kalorii firmy Walden Farms. Nie był to do końca udany eksperyment, gdyż masło to o smaku naturalnym (orzechowym) przynajmniej dla mnie jest zupełnie niezjadliwe. Lepiej jest nieco z czekoladowym masłem Walden Farms, ale mimo wszystko czuć w nim masę chemii i sztuczności. Dopiero po dłuższym czasie niejedzenia słodkiego można się jakoś do tego masła przyzwyczaić i nawet zacząć jego smak kojarzyć ze słodkim. Nie jest to jednak dla mnie żaden sensowny zamiennik prawdziwego masła orzechowego.

Nutella domowej roboty z bananem

Jeśli już mówimy o najlepszych zamiennikach słodyczy, które pomagają w walce z uleżeniem od cukru to moim numerem jeden jest mojej domowej roboty Nutella z bananem. Tutaj smak całego dania prawie w ogóle nie odbiega od tego, jak smakuje prawdziwa Nutella z bananem. Po tym posiłku czuję się jakbym zjadła słodycze, a w rezultacie nie jem ani grama cukru. Oto mój tajny przepis na Nutellę z bananem:

  • 1 pokrojony  w plasterki banan
  • 40 g białka Bulk Powders o smaku czekoladowym
  • 2 łyżeczki kako
  • odrobina mleka

Odżywkę wraz z kakao i mlekiem miksuję i polewam tym pokrojonego banana. Można także całość jeszcze posypać wiórkami kokosowymi. Wygląda i smakuje naprawdę świetnie:

Uzależnienie od słodyczy: banan z nutella

Na posiłku na zdjęciu dodałam także kilka suszonych morel.

Nie od razu Kraków zbudowano

Przez wiele lat tkwiłam w błędzie myśląc, że słodycze ot tak z dnia na dzień w końcu porzucę i będzie to kwestia tylko silnej woli i samodyscypliny. Moja silna wolna jest niestety bardzo słaba, ale na szczęście rekompensuje to długoterminowa konsekwencja i nierezygnowanie z założonego celu pomimo doraźnych porażek i niepowodzeń.

Na pewno są osoby, które byłyby w stanie ot tak jednego dnia powiedzieć stop i więcej słodyczy nie tknąć. Zdaję sobie jednak sprawę, że takich ludzi jest niewiele, a większość z nas na co dzień zmaga się z mnóstwem mniej lub bardziej destrukcyjnych nawyków.  Jednego dnia wygrywa nawyk, innego dnia jego właściciel.

To, że nie mamy stalowej silnej woli nie znaczy, że jesteśmy skazani na niepowodzenie w walce z uzależnieniem od słodyczy. Musimy po prostu podejść do tego z odrobiną rozumu, cierpliwości i wytrwałości.  W przypadku większości zarówno małych jak i wielkich przedsięwzięć (chociażby takich jak, na przykład, zostanie milionerem) osoba średnio próbuje i odnosi rażącą porażkę aż, uwaga, siedemnaście razy.

Ja w przypadku walki z nałogiem cukrowym spokojnie te 17 razy przegrałam. Za każdym razem jednak czegoś nowego się uczyłam i wyciągałam inny wniosek na przyszłość.

Widzę w końcu dużą poprawę nie tylko w swoich nawykach żywieniowych, ale także wyglądzie. Tam, gdzie zawsze było mnóstwo tłuszczu teraz jest go zdecydowanie mniej lub wcale. To motywuje podwójnie. Mój Kraków myślę, że jest już zbudowany w połowie. A Wasz?

3 komentarze

  1. Kinga Luty 20, 2017
  2. Ewelina Kwiecień 20, 2017
    • Olga Czerwiec 1, 2017

Dodaj komentarz