Kształtowanie silnego charakteru poprzez sport jest możliwe tylko jeśli…

…trenujemy poza strefą komfortu, czyli kilka być może nieco kontrowersyjnych refleksji na temat tego,  jak sport (w szczególności bieganie) może kształtować silny charakter lub zupełnie się do tego nie przyczyniać. Nawet w temperaturze -23 stopni. 




Dziś rano, gdy wychodziłam z domu na trening na dworze było dokładnie -23 stopnie. To jedna z najniższych temperatur zanotowanych w mojej okolicy chyba od ponad roku.

Facebook oraz wszystkie inne social media od kilku dni dosłownie kipią od zdjęć i wpisów dotyczących obecnych warunków pogodowych. Większość moich biegowych znajomych oczywiście nie rezygnuje z treningów pomimo niskiej temperatury, czym zdobywa ogromny podziw i uznanie osób niebiegających.

W zasadzie każdy mój niebiegający znajomy, czy znajoma przeżywa ogromny szok dowiadując się, że nie rezygnuję z treningów  w takich warunkach. Dla nich jestem kimś o nadprzyrodzonych mocach i możliwościach fizycznych. Jestem robotem, Androidem, maszyną lub po prostu wariatką.

Kształtowanie silnego charakteru poprzez sport

Cześć! To Olga!

Z mojej osobistej i wewnętrznej perspektywy wygląda to jednak zupełnie inaczej. Sam fakt, że się biega, czy uprawia jakikolwiek sport regularnie wcale niekoniecznie przyczynia się do wzmacniania  i kształtowania charakteru w dłuższej perspektywie czasu.




Sport z czasem staje się po prostu jednym z naszych nawyków, które stają się częścią rutyny naszego dnia czy tygodnia. Rutyna i nawyki powtarzane wielokrotnie przestają mieć jakąkolwiek siłę sprawczą i jedyne, co robią to utrzymują nas w strefie komfortu, do której przywykliśmy.

Pozostając w strefie komfortu bez względu na to, co w niej robimy (czy biegamy codziennie 15 km czy nałogowo oglądamy TV) nie idziemy na przód. Strefa komfortu to wróg postępu, wróg sukcesu, czy nawet ujmując to nieco mocniej, wróg szczęśliwego i spełnionego życia.

To, co zrobiłam dziś jest idealnym przykładem tego, że samo regularne bieganie wcale niekoniecznie musi kształtować i wzmacniać charakter lub być wyznacznikiem siły i hartu ducha. Jedyny plus dla mnie za dzisiejszy dzień to, że to dostrzegłam. Więcej szczegółów poniżej. 🙂

15 km po odśnieżonej ścieżce zamiast City Trail po wczorajszych 10 km w Starym Gaju

Pierwotnie dziś planowałam wziąć udział w biegu City Trail (tutaj możesz przeczytać mój artykuł, w którym zachwalam biegi City Trail) na dystansie 5 km. Jednak po tym, jak wyglądało bieganie wczoraj zdecydowałam, że odpuszczam.

Hardcorowe 10 km w Starym Gaju

Wczoraj, czyli w pierwszy dzień długiego weekendu (6 stycznia) wybrałam się razem z naszą grupą na wybieganie wokół Starego Gaju. Chociaż temperatura była wyższa niż dziś (było ok. -15 stopni), to jednak warunki były naprawdę trudne:

  • Momentami nie było kompletnie żadnej ścieżki, więc musieliśmy sobie ją sami „wytyczyć”.
  • Śnieg nierzadko sięgał sporo powyżej kostek (bliżej w stronę kolan) i oczywiście nasypywał się do butów, gdzie od razu się roztapiał.
  • W wielu miejscach jedyną możliwością przebrnięcia było robienie skipów A, czyli naszego znienawidzonego ćwiczenia z wuefu.
  • Po drugiej stronie lasu tak wiało, że nie dało się ani na chwilę zatrzymać, gdyż buff (który był nie tylko zaśliniony, ale także zasmarkany) od razu przymarzał do twarzy. Wiem, że jestem obrzydliwa. 😛
  • Powierzchnia wokół Starego Gaju jest bardzo nierówna i zdarzały się także często niespodzianki w postaci krypto-kałuż przykrytych śniegiem.
  • Oczywiście oczy też czasem lekko przymarzały.
  • Nie było możliwości założenia okularów przeciwsłonecznych, gdyż przymarzały do nosa lub od razu zaparowywały i tak zamarzały tak, że nie było widać przez nie kompletnie nic.
  • Palce tak kostniały, że nie dało się nimi poruszać po powrocie do domu.

Łączny dystans, jaki wczoraj zrobiłam to zaledwie 10 km w średnim tempie nieco poniżej 6:00/km. Zmęczenie, jakie czułam po biegu można nazwać naprawdę ogromnym i zupełnie prawdziwym zmęczeniem.

Kształtowanie silnego charakteru poprzez sport

Tak momentami wyglądało podłoże, po którym wczoraj biegliśmy.

Ponad półtorej godziny odmrażałam się w wannie, aby po wyjściu z niej musieć jeszcze chwilę się zdrzemnąć.

Do wieczora jednak już się  w pełni zregenerowałam, ale zdecydowałam, że mam takich warunków dosyć i jutro (czyli dziś) wybiorę się na spokojne i komfortowe bieganie po odśnieżonej ścieżce na mojej stałej i ulubionej piętnastokilometrowej trasie.

Decyzja, aby pozostać w strefie komfortu

Decyzja, aby zrezygnować z udziału w City Trail z powodu ciężkich warunków, mrozu, nierównej  i ciężkiej nawierzchni to nic innego niż decyzja, aby pozostać w strefie komfortu.

Nie chciałam czuć dyskomfortu, przemoczonych butów czy kompletnie braku sił podczas robienia przymusowych skipów A. Chciałam, aby było przyjemnie, więc zdecydowałam się pobiec po swojej ulubionej trasie, która wiedzie przez w pełni odśnieżoną ścieżkę raczej bezwietrzną ścieżkę biegową.

Jak wzmocnić charakter poprzez sport.

Moja dzisiejsza bardzo komfortowa trasa biegowa.

Ilość wygenerowanych przeze mnie argumentów „za” tak mnie zaślepiła, że dopiero w połowie treningu zdałam sobie sprawę, co zrobiłam.

Jednym z moich noworocznych postanowień było rozpoczęcie słuchania audiobooków zamiast muzyki w trakcie biegania.

Pierwszym audiobookiem, który wybrałam to audiobook pt. The Science of Personal Achievement. Jest to zbiór różnych fragmentów oryginalnych przemówień Napoleona Hilla, który jest najbardziej znany z książki pt. Think & Grow Rich (bardzo mocno polecam przeczytanie lub przesłuchanie tej książki każdemu).

W jednym z przemówień Napoleon Hill mówił o tym, jak ważne jest, aby przy każdej czynności, jaką się wykonuje (a w szczególności dotyczącej pracy czy nauki) robić trochę więcej niż jest to wymagane. Po angielsku mówi się po prostu „go an extra mile”. To jest dokładnie to, czego mi zabrakło.

Jest to w sumie zasada jasna jak słońce i głoszona chyba przez wszystkich najbardziej znanych mówców motywacyjnych jak np. Brian Tracy czy Tony Robbins. Niemniej bardzo często, gdy się na dobre zamurujemy w swojej strefie komfortu zupełnie o tej złotej zasadzie zapominamy. Właśnie podczas wczorajszego treningu zdałam sobie sprawę, że o niej zupełnie zapomniałam.

Jeśli wykonamy ten krok więcej, to nie tylko będziemy mieć lepsze samopoczucie (i lepszą samoocenę), ale prawie zawsze to do nas wróci. W przypadku treningu wróci w postaci lepszego wyniku na zawodach i satysfakcji. W pracy może wrócić jako podwyżka lub zwiększenie kompetencji. Analogii możemy tutaj wskazać bardzo wiele.

Cena, jaka musimy zapłacić to wyjście poza strefę komfortu i przynajmniej tymczasowe poczucie dyskomfortu, które może się w przeróżny sposób objawiać w zależności od danej sytuacji. W przypadku treningu byłby to bieg City Trail po niesprzyjającym podłożu,  w niesprzyjających warunkach pogodowych i w mało komfortowym tempie, czyli uczucie zimna, zatykania w płucach, czy zamarzanie palców.

Ja dziś zdecydowałam, aby „not to go an extra mile”, czego bardzo żałuję.  Straciłam swoją szansę na medal w City Trail, pokazałam słabość, nie wykonałam planowanego treningu BC2 i doprowadziłam do poczucia u siebie… dysonansu poznawczego.

Czy warto tak wiele poświęcać tylko po to, aby pozostać w strefie komfortu i nie czuć tylko tych kilku nieprzyjemnych fizycznych doznań? Odpowiedź myślę, że jest tutaj oczywista. Nie warto.

I tutaj dochodzimy do puenty. Pomimo, że przebiegłam dziś 15 km  przy temperaturze -23 stopni i dla wielu ludzi mogę wydawać się osobą wyjątkowo wytrwałą tak naprawdę dałam piękny pokaz słabości i braku charakteru. Brawo ja!

Wzmacnianie charakteru przez sport jest możliwe tylko poprzez wychodzenie ze strefy komfortu

Przyjęło się, że sport jest czymś, co kształtuje i wzmacnia charakter, a sportowcy to osoby wyjątkowo silne i wytrwałe. W wielu wypadkach rzeczywiście tak jest, ale niestety nie we wszystkich.

Zasada ta ma na pewno zastosowanie w przypadku sportowców wyczynowych, czy uczestników Olimpiady. Oni naprawdę muszą za każdym razem przekraczać swoje zarówno psychiczne, jak i fizyczne granice.

Charakter również na pewno wzmacnia i kształtuje się w przypadku osób, które dopiero zaczynają swoją przygodę ze sportem i każdy kolejny przebiegnięty kilometr jest dla nich wyzwaniem. Brawo dla tych osób!

W przypadku regularnych sportowców – amatorów sytuacja niestety według mnie wygląda zupełnie inaczej. Z moich osobistych obserwacji wynika, że sport tak jak każdy inny nawyk (jak nawet oglądanie TV) może stać się częścią naszej strefy komfortu, która jak wiemy jest bardzo niekorzystna dla naszego rozwoju.

Pozostawanie w strefie komfortu to stanie w miejscu. To strach przed czymś nowym. To strach przed nowymi możliwościami i zmianami. Ja tkwiłam w sportowej strefie komfortu ponad 7 lat codziennie „człapiąc” 10 kilometrów po stałej trasie i w stałym tempie. Przez te 7 lat nie zrobiłam absolutnie żadnego postępu. Dla porównania – moja trenerka po 7 latach biegania była mistrzynią Polski.

Znajomi zupełnie niesłusznie podziwiali moją wytrwałość biegową, a to była po prostu zwykła rutyna i nawyk. Nic nadzwyczajnego czy wartego pochwały.

Postępy zaczęłam robić dopiero, gdy poznałam Barbarę Pudło, która wprowadziła do mojego planu treningowego mocne i bardzo nieprzyjemne treningi oraz gdy zaczęłam trenować crossfit.

Crossfit (a w szczególności treningi z Husaria Race Team) pokazał mi, co oznacza wychodzenie poza strefę komfortu. Wciąż jednak muszę się pilnować, aby nie robić treningu na zasadzie „odhaczania”.

Cały czas podświadomie (co najlepiej widać po powyższym przykładzie) dążę do powrotu do strefy komfortu. Ponoć jest to zupełnie naturalne. Nasze organizmy dążą do tego, aby zużywać jak najmniej energii i gromadzić jej jak największe zapasy.  Wychodzi na to, że jedyne, co możemy zrobić to przejąć kontrolę nad swoim umysłem i wykorzystać naszą samoświadomość.

W moim wypadku sport nie jest już niczym niesamowitym. Dawno stał się dla mnie czymś łatwym, zwykłą rutyną. Mogę spokojnie stwierdzić, że jest także nałogiem. Na pewno jest to dużo bardziej pozytywny nałóg niż palenie, ale jest to nałóg (w końcu nie bez powodu blog nazywa się jak się nazywa). Nałogi mają to do siebie, że utrzymywanie ich i trwanie w nich trudne wcale nie jest. 🙂

Nie jest trudno pójść na trening wtedy, kiedy nam się chce i na dworze jest piękna pogoda. Sztuką jest pójść na trening wtedy, kiedy nie mamy zupełnie na to ochoty i wiemy, że to nie będzie to przyjemny trening, gdyż musimy np. zrobić bardzo mocne interwały.

jak wzmacniać chakrater

Zdjęcie to pochodzi z jednego z treningów odbytego poza strefą komfortu.

Mój idol Brian Tracy mówi, że to, co wyróżnia ludzi sukcesu (nieważne w jakiej dziedzinie życia) jest to, że robią to, co powinni zrobić bez względu na to, czy mają na to ochotę w danej chwili, czy nie.

Aby można było mówić o kształtowaniu charakteru poprzez sport musimy cały czas dążyć do tego, aby robić nieco więcej, trenować nieco inaczej i cały czas wychodzić poza swoją strefę komfortu. Musimy czuć dyskomfort. Tylko wtedy zrobimy postęp. Dodatkowa nagroda, jaką dostaniemy to świetny humor, satysfakcja i wspaniałe samopoczucie utrzymujące się przez cały dzień.

Jeśli z tej strefy komfortu będziemy wychodzić odpowiednio często, to dostaniemy także nagrodę długoterminową w postaci postępów zarówno w wynikach na zawodach, jak i w poprawie naszego wyglądu.

Oczywistym jest, że postęp w wynikach w danej dyscyplinie sportowej będziemy robić tylko do pewnego momentu, ale ważne jest, aby cały czas dywersyfikować swój trening, stawiać sobie nowe wyzwania i… wychodzić poza strefę komfortu.




Wzmacniać charakter możemy nie tylko poprzez sport (chociaż to jest naprawdę świetna metoda niosąca za sobą także inne korzyści jak np. w postaci świetnego wyglądu czy końskiego zdrowia).

Tak naprawdę przez cały dzień natrafiamy na wiele okazji, aby wyjść poza swoją strefę komfortu. Czy możemy zrobić coś więcej w naszej pracy niż jest od nas wymagane? Czy możemy przeczytać dwie książki więcej miesięcznie niż zawsze? Czy możemy zamiast przeglądania Facebooka przeczytać biografię osoby, która nas fascynuje? Oczywiście, że możemy! Zazwyczaj jednak wielu z  tych szans nawet nie zauważamy.

Warto czasem się przebudzić, gdyż w dłuższej perspektywie czasu regularne wychodzenie ze strefy komfortu doprowadza do dużo bardziej komfortowego życia. Warto także słuchać audiobooków podczas biegania (nawet tego w wersji leniwej). 🙂

To był jak na mnie wyjątkowo filozoficzny post. Mam nadzieję jednak, że zainspiruje on choć jedną osobę, do tego, aby robić więcej niż minimum. Nieważne, czy w sporcie, czy w życiu. 🙂

5 komentarzy

  1. Meteo Styczeń 8, 2017
    • Olga Styczeń 10, 2017
  2. Mariusz YF Styczeń 9, 2017
    • Olga Styczeń 10, 2017
  3. Kinga Styczeń 17, 2017

Dodaj komentarz