Pierwszy trening z Husaria Race Team i moje wyzwanie na najbliższe miesiące.

Kilka słów o tym, jak trafiłam do Husaria Race Team i jak wyglądają moje plany sportowe na najbliższy rok. 




Bardzo lubię to, że moja sportowa przygoda cały czas ewoluuje. W zasadzie co roku coś się zmienia lub ukierunkowuje w nieco inną stronę. W ostatnim poście pisałam o tym, jak udało mi się złamać 1:40 na półmaratonie po tym, gdy w końcu weszłam na wyższy poziom wytrzymałości i siły. To, co udało mi się osiągnąć na ten moment to zdecydowanie za mało i to dopiero początek.

Chcę więcej (dużo więcej), dlatego też postanowiłam rzucić się na trochę głębszą wodę i wstąpić do Husaria Race Team, czyli hardcorowej drużyny sportowej walczącej o najwyższe stopnie podium w najbardziej ekstremalnych biegach z przeszkodami.  2016 rok to nowy i hardcorowy rozdział sportowy w moim życiu!

Powolna ewolucja od crossfitu do Husaria Race Team

Rok temu we wrześniu postanowiłam zupełnie „eksperymentalnie” wybrać się za zajęcia crossfit z moim mieście. W zasadzie nie był to nawet taki 100% crossfit, a zajęcia łączące elementy sztuk walki z ćwiczeniami z crossfitu. Dopiero w o ostatnich miesiącach treningi te ewoluowały w prawie czysty cross.




Z powodu starej i czasem powracającej (przy bardzo dużym wysiłku jak np. maraton) kontuzji kręgosłupa nie pokładałam w tej formie wysiłku specjalnych nadziei. Byłam pewna, że po pierwszym kontakcie ze sztangą mój kręgosłup się zbuntuje, a moja przygoda z crossfitem zakończy. W związku z tym zaczynałam bardzo delikatnie i zachowawczo.

Miałam szczęście trafić na świetną trenerkę Magdę, która sprawiła, że uwierzyłam, że robiąc ćwiczenia porządnie, dokładnie i zgodnie z aktualnymi umiejętnościami w końcu się wzmocnię, a nie od razu nabawię kontuzji. Z miesiąca na miesiąc coraz bardziej zajęcia mi się podobały, a ja się coraz bardziej wzmacniałam i, mówiąc kolokwialni, wkręcałam. Zaczynając od 1-2 razy w tygodniu, „skończyłam” w tym momencie na 4 razach i ciągłym poczuciu niedosytu.

Tydzień temu dowiedziałam się od właśnie tej samej trenerki, że w Lublinie powstaje nowa grupa krakowskiej drużyny Husaria Race Team. Jako, że zrobiłam dość duży postęp przez ostatni rok i zamierzam dalej się w tej kwestii rozwijać, to dostałam szansę dołączenia do grupy. Nie ukrywam też, że do dołączenia do grupy zmotywowało mnie również to, że to właśnie Magda prowadzi tam treningi.

W Lublinie Husaria Race Team w tym momencie trenuje dwa razy w tygodniu. Jeden trening to wytrzymałościowo-siłowy trening crossfit w wersji hardcore, a drugi to trening biegowy. We wtorek wybrałam się na pierwszy trening, który odbył się w boxie CrossFit Lublin.

Jeśli chcesz poznać całą moją sportową (i głównie biegową) historię, to zapraszam to przeczytania strony o mnie.

Pierwszy trening z Husaria Race Team, czyli kałuże potu

Wydawało mi się, że mając za sobą prawie 10 lat biegania i rok crossfitu jestem jednak w ponad przeciętnej lub przynajmniej bardzo dobrej formie, szczególnie po fali moich ostatnich życiówek w biegach. Trening jednak zweryfikował to bardzo skutecznie. 🙂 Niemniej był to chyba najlepszy trening, na jakim kiedykolwiek byłam.

Zasadnicza kombinacja trwała ok. 30-35 minut. Ćwiczenia, jakie mieliśmy wykonywać to:

  • martwy ciąg przez 3 minuty robiąc maksymalną możliwą ilość powtórzeń,
  • 3 minuty „przerwy”, podczas której robimy 20 burpees,
  • wyciskanie sztangi nad głowę przez  3 minuty robiąc maksymalną możliwą ilość powtórzeń,
  • 3 minuty „przerwy” na 20 burpees jak wyżej,
  • sprinty przez 3 minuty,
  • kolejne 3 minuty na 20 burpees.

Całą kombinację przechodziliśmy dwa razy. Ciężary, jakich użyłam to 40 kg w martwym ciągu i 25 kg przy wyciskaniu. Ilość powtórzeń, jaką udało mi się zrobić nie była zbyt powalająca (46 x wyciskanie, 64 x martwy ciąg i 65 sprintów). Na tle innych nie wypadłam najlepiej, ale wiem, że wyniki powinnam porównywać tylko i wyłącznie ze sobą i ze swoim postępem.

Najtrudniej było wykonywać burpees zaraz po skończeniu sprintów. Tutaj za każdym razem byłam bliska wymiotowania i utraty przytomności. Po raz pierwszy w życiu także zupełnie nie nadążałam z wycieraniem potu z czoła, aby nie spływał do oczu. Po jednym otarciu, gdy tylko opuściłam rękę na dół kolejna stróżka już przepływała przez moje brwi. To był zdecydowanie jeden z najlepszych (jeśli nie najlepszy) treningów w moim życiu. 🙂

Husaria Race Team

Oto Husaria Race Team Lublin po treningu.




Dalsze plany na przyszłość

Dzięki dołączeniu do Husaria Race Team moje dalsze plany sportowe zdecydowanie się wyklarowały i wiem już w jakim dokładnie kierunku chcę podążać. Jest to dalsze polepszanie wytrzymałości i siły w połączeniu z dalszą walką o perfekcyjne ciało (i coraz więcej żył).

W przyszłym roku będę chciała wziąć po raz pierwszy udział w biegu z przeszkodami, a także zbliżyć się do 40 minut na 10 km i złamać 1:35 w półmaratonie. Pomimo mojego zaangażowania w Husarię, Barbara Pudło oczywiście nadal będzie moją osobistą trenerką biegową. Jestem pewna, że przy tak mocnym połączeniu, jak Husaria + Basia zrobię jeszcze większy postęp, na który jestem gotowa pracować tak  mocno, jak tylko będzie potrzeba.

Dodaj komentarz