Druga Dycha do Maratonu (20 listopada 2016) i delikatna poprawa życiówki na 10 km (43:54).

O tym, jak Druga Dycha do Maratonu skończyła się dla mnie lekką poprawą oficjalnej życiówki. 




Wczoraj miała miejsce Druga Dycha do Maratonu, podczas której po raz kolejny padł rekord frekwencji. Tym razem na mecie zameldowało się ponad 1400 osób.

Tak naprawdę była to już osiemnasta Dycha do Maratonu w Lublinie. Była to również i moja osiemnasta dycha, gdyż brałam udział w tej imprezie od samego początku.

To były udane zawody, gdyż udało mi się urwać kolejne kilka sekund i poprawić oficjalną życiówkę na 10 km na czas 43 minuty i 54 sekundy. Byłam 219 zawodnikiem na mecie (z dokładnie 1410) oraz 14 kobietą (spośród 324 kobiet, które ukończyły bieg).

Mój Garmin twierdzi, że trasa była troszkę za długa i moja życiówka tak naprawdę wynosi 43:28. Nie będę z nim polemizować. Moja nowa życiówka to 43 minuty 28 sekund 🙂

II Dycha do Maratonu: życiówka

Prawie nieprzełamywalna granica 45 minut w zeszłym roku przestała już być dla mnie problemem. Rozpoczęła się na dobre walka o jak największe oddalenie się od 45 minut w kierunku minut 40.

Niemniej w zeszłym tygodniu odebrałam także poważną lekcję pokory, więc tym bardziej przyjmuję teraz postawę cierpliwości, wytrwałości i spokoju.

Poniżej więcej o mojej wczorajszej „walce” i przymusowym zimnym prysznicu.

Odnowiona kontuzja, lekcja pokory i zimny prysznic




Jako człowiek lubiący popadać w skrajności i nie zawsze do końca słuchający innych życzliwych ludzi wokół, w końcu doigrałam się tego, co mi wszyscy od dawna przepowiadali. Odnowiłam swoją bardzo dawno zaleczoną kontuzję kręgosłupa i to niestety dość poważnie.

Mój system ok. 8-9 treningów w tygodniu (4-5 razy bieganie, 3-4 razy crossfit) musi niestety przejść do historii. To był świetny eksperyment i bardzo ciekawe wyzwanie, aby przekraczać swoje własne granice, a przede wszystkim granice swojego organizmu.

Niestety nie jestem w stanie takiego planu dalej kontynuować i  w tym momencie muszę postawić na zaleczenie kontuzji z powrotem. Jeśli uda mi się to zrobić w ciągu najbliższych tygodni, to maksymalny tygodniowy plan treningowy, jaki będę w stanie realizować to:

  • 4 treningi biegowe
  • 2-3 wytrzymałościowo-kondycyjne treningi crossfit (z wyłączeniem sztang i ciężarów do odwołania)

Będę także trenować w systemie 2+1 (dwa dni treningu i jeden dzień odpoczynku) lub 3+1 (trzy dni treningu i jeden dzień odpoczynku). Dni, w których mam dwa treningi dziennie przestaną istnieć lub będą pojawiały się sporadycznie.

Myślę, że to jest ostatni dzwonek na uspokojenie się, a życiówka z wczoraj wykręcona na bolącym kręgosłupie to moja nagroda pocieszenia.

Druga Dycha do Maratonu i życiówka w  liczbach i wykresach

W związku z odnowioną kontuzją miałam wstępnie w ogóle nie biec Drugiej Dychy do Maratonu. Postanowiłam jednak spróbować się zregenerować leżąc przez prawie trzy dni w łóżku. Nastąpiła znaczna poprawa, więc w niedzielę zdecydowałam delikatnie spróbować pobiec.

Myślę, że to, co przyczyniło się do wczorajszej życiówki to przede wszystkim bardzo dobra trzydniowa pełna regeneracja i odpoczęcie od jakiejkolwiek formy wysiłku fizycznego.

Nie przygotowywałam się do tej dychy specjalnie, nie robiłam nawet rozgrzewki przed, gdyż moją jedyną ambicją było ukończenie jej bez doprawienia się jeszcze bardziej. Ten cel udało się zrealizować z nawiązką.

O godz. 12 po strzale startowym skupiłam się mocno, aby po prostu biec przed siebie pilnując tempa, rytmu i techniki. Na pełnym skupieniu i adrenalinie udało mi się pobiec dużo lepiej niż przypuszczałam.

Poniżej małe podsumowanie biegu z Endomondo:

II Dycha do Maratonu

Mapa trasy Drugiej Dychy do Maratonu a także podstawowe informacje o biegu.

Jestem bardzo zadowolona ze średniego tempa biegu. Nie wiem, czy rzeczywiście trasa była odrobinę dłuższa, ale jeśli tak, to jest to bardzo dobra wiadomość.

To, co mnie najbardziej jednak cieszy, to fakt, że udało mi się utrzymać planowane tempo przez prawie cały bieg i nie zwolnić na koniec, co zazwyczaj było dla mnie największym problemem.

Oto, jak wyglądają międzyczasy wczorajszego biegu:

II Dycha do Maratonu: międzyczasy

Moje międzyczasy podczas Drugiej Dychy do Maratonu.

Piąty i szósty kilometr to był dość spory podbieg na ul. Jana Pawła II oraz Filaretów. W trakcie biegu byłam pewna, że odcinki te biegnę w tempie powyżej 5:00 min/km, więc jest to miłe zaskoczenie.

Najważniejsze jest tutaj to, że po pokonaniu górek udało mi się powrócić do pierwotnego założonego tempa (4:10-4:20), a nawet pod koniec przyspieszyć. Aż do samego końca miałam wciąż jeszcze trochę zapasu.

Wykres tempa i tętna poniżej pokazuje, że jednak jeszcze jest sporo pracy przede mną:

II Dycha do Maratonu

Tempo, tętno i wysokość z wczorajszej Drugiej Dychy do Maratonu.

Myślę, że najbardziej oczywista interpretacja powyższego wykresu jest taka, że wystarczyło mi „paliwa” na biegnięcie w docelowym tempie (ok. 4:10-15) do 4 km.

Później widać już skok tętna, które aż do samego końca utrzymuje się na tym samym poziomie bez względu na to, czy zwalniam czy próbuję przyspieszać.  To raczej nic innego niż moje wciąż jeszcze za małe wytrenowanie.

To, co jednak świadczy to kolejnym małym postępie, jaki zrobiłam to:

  • praktycznie zupełny brak zmęczenia po biegu
  • brak zakwasów w nogach
  • podczas biegu wciąż wyczuwalny niewielki zapas energii

Do kolejnej Dychy do Maratonu jest jeszcze sporo czasu, więc liczę, że pisząc następną relację będę mogła ją także zacząć od słów „życiówka”. Trzymajcie kciuki!

Wnioski i cele na przyszłość




Mam nadzieję, że będę w niedługim czasie mogła wrócić do w miarę normalnych treningów biegowych (przez najbliższe tygodnie obawiam się, że będę w stanie tylko robić „akcenty”), a czas, w którym będę leczyć swoją kontuzję posłuży jako po prostu wydłużona regeneracja.

Zaczynam wierzyć, że rzeczywiście można osiągnąć swoje cele sportowe bez „zajeżdżania” się stosując zasadę umiaru, złotego środka i cierpliwości.

Tak naprawdę to nie mam teraz innego wyjścia niż wierzyć, że tak jest, więc wierzę. Do następnego!

P.S. Nie przetrenowujcie się. Przetrenowanie jest tak samo złe, jak brak treningu!

2 komentarze

  1. Kinga Listopad 21, 2016
    • Olga Listopad 21, 2016

Dodaj komentarz