Grand Prix Lublin City Trail (Bieg 2), czyli trening wykonany zgodnie z planem.

Moja krótka relacja i wrażenia z drugiego biegu z cyklu City Trail w Lublinie. 

Pierwotnie miałam nie brać udziału w biegach City Trail, ponieważ jestem zdecydowanie biegaczem ulicznym, a wszelkie przeszkody w postaci wystających korzeni, nierówności, czy błoto zdecydowanie spowalniają mnie bardziej niż innych.




Jednak po głębszym zastanowieniu stwierdziłam razem z moją trenerką Basią, że będę brała udział w „leśnych piątkach” głównie po to, aby traktować je jako dobry trening BC2. Sama tak dobrego i wydajnego treningu na pewno bym nie zrobiła, w szczególności na miękkim podłożu w lesie.

Kolejna sprawa jest taka, że przecież zaczęłam zastanawiać się nad biegiem z przeszkodami, więc tym bardziej nie powinnam stronić od biegów City Trail. Aby mieć pewność, że wezmę udział we wszystkich biegach opłaciłam cały pakiet z góry.

Czas, w jakim ukończyłam dzisiejszy bieg nie jest powalający (ponad minutę gorzej od mojej niedawno poprawionej życiówki), ale mnie nawet satysfakcjonuje: 22 minuty 45 sekund.

Ukończyłam jako 142 osoba spośród 426. Po raz pierwszy także wystąpiłam pod banderą SportsJunkie.pl oraz Husaria Race Team.

City Trail Lublin Bieg 2

Trenerka Basia, zaprzyjaźniona grupa (Lubelska Grupa Triathlonu) i ja jako fotograf robiący selfie.

14 h wcześniej interwałowy trening crossfit…

W piątek wieczorem wybrałam się zgodnie z planem na crossfit, jako że biegi leśne City Trail mam traktować tylko jako mocne treningi. Piątkowe treningi crossfit w klubie, do którego chodzę (Fight  Gym) to interwały w połączeniu z ćwiczeniami brzucha, więc staram się ich prawie nigdy nie opuszczać, gdyż one najbardziej się „przekładają” na bieganie.




Wczorajszy trening był wyjątkowo mocny i standardowo poza strumieniami potu byłam bliska wymiotowania. Zasadnicza kombinacja zajęła mi 21 minut 46 sekund (mam nadzieję, że dobrze pamiętam) i składała się z trzech ćwiczeń wykonywanych w piramidzie 18-15-12-9-6-3:

  • swing amerykański z obciążeniem 18 kg i 16 kg (w ostatnich seriach)
  • sprinty po całej długości sali
  • wskoki na skrzynię w połączeniu z burpee (wskakujemy na skrzynię prostujemy się, zeskakujemy i robimy burpee, co liczy się jako jedno powtórzenie)

Teoretycznie kolejność powyższych ćwiczeń miała być inna (swing, sprint, a potem box), ale zamieniłam ją, ponieważ nie mogliśmy się pomieścić na sprintach. Okazało się, że małe przestawienie ćwiczeń robi bardzo dużą różnicę. Po wskakiwaniu na box w połączeniu z burpee szłam robić spirnty! Już po pierwszych powtórzeniach czułam, że ten trening „wejdzie’ wyjątkowo dobrze. Tak też się stało.

Na koniec zrobiłam jeszcze serię 4 desek po 45 sekund z obciążeniem. Przez pierwsze trzy powtórzenia miałam 15 kg na plecach, a na ostatnim trenerka dołożyła mi jeszcze 5 kg.

Podobnie, jak po treningu z Husaria Race Team, nie mogłam dość długo zasnąć i aż do chwili obecnej odczuwam w płucach charakterystyczne „łaskotanie” przy głębszym oddechu.  Wczoraj zdecydowanie poprzeczka wytrzymałościowa dla mojego organizmu została nieco podniesiona. O to w końcu chodzi.  A teraz wróćmy do biegu.

…A Rano City Trail na zakwasach i wczorajszym zmęczeniu

Idąc rano na dzisiejszy bieg nie pokładałam w nim wielkich nadziei, gdyż nadal czułam się mocno zmęczona po wczorajszych interwałach i nie wyleczyłam jeszcze zakwasów z treningu w środę i czwartek.

Moim jedynym celem było zrobienie bardzo dobrego treningu BC2 i prześcignięcie mojej trenerki Basi, której również zależało na tym, abym z nią wygrała. Ten cel na szczęście udało się osiągnąć, choć różnica między nami aż tak ogromna nie była. Basia ukończyła bieg w czasie 23:15.

Oto podsumowanie mojego dzisiejszego biegu z Endomondo:

City Trail Lublien Bieg 2

Podsumowanie mojego dzisiejszego biegu City Trail w Lublinie.

TĘTNO

Po wzrastającym tętnie widać, że zdecydowanie się jeszcze nie zregenerowałam po wczorajszym treningu. W zasadzie poza wtorkiem miałam w tym tygodniu cały czas dwa treningi dziennie, więc dzisiaj rano biegłam już trochę na „oparach”. Tym bardziej powyższy wynik mnie cieszy!

TEMPO

To, co trochę rekompensuje wzrastające tętno przez cały bieg, to fakt, że tempo również zaczęło wzrastać od 3 km. Przez pierwsze kilometry biegło mi się bardzo źle, gdyż starałam się uważać na korzenie i błoto jednocześnie pilnując techniki biegowej, której na nowo trenerka stara się mnie nauczyć. Na trzecim kilometrze poczułam lekki przypływ sił i zaczęłam wyprzedzanie.

A NA KONIEC SPRINT

Chyba po raz pierwszy w życiu udało mi się na sam koniec bardzo porządnie przyspieszyć. Zazwyczaj nigdy już w okolicach mety nie miałam siły na postawienie kropki nad i. Dziś na jakichś ostatnich 100-150 m zamieniłam bieg na sprint (schodząc do tempa 03:01 km/min). Myślę, że tym małym akcentem także delikatnie podniosłam poprzeczkę wydolnościową mojemu organizmowi. Chyba mogę uznać to za takie moje małe zwycięstwo z samą sobą wnoszące dużo więcej niż ogólny czas, w jakim ukończyłam bieg.

Reasumując: idę naprzód




Dopiero od 5 dni realizuję mój bardzo ambitny nowy plan biegowy, a już czuję, że dawno nie miałam tak produktywnego tygodnia. Mam za sobą trzy bardzo porządne treningi biegowe z „akcentem”, a także trzy treningi crossfit.

Wczorajszy mocny interwałowy trening wieczorem w połączeniu z mocnym sprintem na koniec dzisiejszego biegu to właśnie ta granica wytrzymałości, którą udało mi się choć trochę nadszarpnąć. To ta poprzeczka, którą udało się podnieść trochę wyżej. Na kolejnych zawodach w najbliższych tygodniach okaże się dokładnie, jak bardzo udało mi się tę granicę przesunąć. Trzymajcie kciuki.

P.S. Jutro napiszę bardziej szczegółowej podsumowanie pierwszego tygodnia treningów pod indywidualnym okiem Basi. Do następnego!

Dodaj komentarz