Chełmski Bieg Niepodległości, czyli III-mce OPEN i świetny start wśród rac dymnych.

Moja krótka relacja z bardzo przyjemnej imprezy biegowej, czyli Chełmskiego Biegu Niepodległości.




Decyzję o starcie w Chełmskim Biegu Niepodległości podjęłam dopiero na tydzień przed zawodami. Nie wiem, dlaczego, ale ten bieg gdzieś mi po prostu umknął.  Na szczęście w porę go zauważyłam i zdążyłam się zapisać.

Wychodzę z założenia, że każde dodatkowe zawody to okazja to zrobienia świetnego treningu BC2, wiec warto brać w nich udział regularnie i w miarę często (co najmniej kilka razy w miesiącu). Bieg Niepodległości w Chełmie to był naprawdę rewelacyjny trening, a także wyczuwalna przeze mnie poprawa i mały postęp.

Kolejny mały krok w kierunku poprawy czasu na 10 km został wykonany. A przecież tak naprawdę nowy plan treningowy realizuję dopiero od niecałych dwóch tygodni.

KILKA SŁÓW O SAMYM BIEGU




Nie znam miasta Chełm praktycznie w ogóle, gdyż  miałam okazję być tam tylko na zawodach (m.in. na półmaratonie w maju zeszłego roku).  Niemniej trasa samego biegu bardzo mi się podobała, ponieważ prowadziła przez większe i główne ulice Chełma, więc dla osób spoza tego miasta była to także mała okazja na przyspieszoną wycieczkę krajoznawczą.

Jeśli chodzi o samą organizację biegu i klimat, to tak, jak na każdych zawodach było świetnie. Kilkaset osób, endorfiny latające w powietrzu i idealna pogoda do szybkich biegów.

Bardzo ciekawą rzeczą, z którą do tej pory nie spotkałam się na żadnych zawodach było wykorzystanie racy dymnej na starcie. Wyglądało to naprawdę bardzo efektownie. Poniżej zdjęcie, na którym widać jeszcze pozostały dym z racy.

Chełmski Bieg Niepodległości

Kilka minut po starcie. Na zdjęciu udało się uchwycić moją poprawioną technikę biegową, nad którą intensywnie pracuję od dwóch tygodni. Zwróćcie uwagę, jak moja stopa ląduje.

III M-CE OPEN KOBIET Z CZASEM 44:56

Bieg niepodległości w Chełmie ukończyły 254 osoby. Byłam 34 osobą na mecie oraz ukończyłam jako trzecia wśród kobiet. Bardzo cieszy mnie to, że coraz częściej jestem w górnej części  wyników, a nie tak jak kiedyś zdecydowanie w drugiej połowie.

Chełmski Bieg Niepodległości

Trzecie miejsce OPEN kobiet to dla mnie naprawdę bardzo dobry wynik.

Podczas piątkowego biegu do pokonania swojej ostatniej życiówki na 10 km zabrakło mi niecałej minuty. Mimo wszystko mogę spokojnie stwierdzić, że cały czas robię delikatny (choć powolny) postęp. Najważniejsze jest to, że podczas całego biegu czułam się naprawdę dobrze i utrzymywałam stałe tempo, a nawet delikatnie na koniec przyspieszyłam.

Nie było praktycznie żadnego kryzysu poza jednym krótkim pod koniec biegu, kiedy zdecydowanie za mocno przyspieszyłam i żołądek się zbuntował. Na szczęście po zwolnieniu praktycznie od razu wróciłam do normalnego stanu. Kiedyś byłoby to niemożliwe i już do końca biegu straciłabym utrzymywane wcześniej tempo lub musiała się nawet zatrzymać. Tutaj do regeneracji wystarczyło mi kilkanaście sekund.

Cały czas czułam, że mam jeszcze trochę zapasu i mogę w każdej chwili tempo nieco podkręcić. Czułam, że mam jeszcze moc i jakiekolwiek pole do manewrowania.  To są moje pierwsze zawody na 10 km (odkąd zaczęłam biegać szybciej, czyli poniżej 50 minut), podczas których nie dopadła mnie „umieralnia”. Podobnie historia wygląda z moją poprawą czasu na dystansie półmaratonu.

Nie chcę tutaj usprawiedliwiać się, ale nie byłam także do końca zregenerowana (miałam tylko jeden dzień przerwy) i cały czas dokuczały mi dość mocne zakwasy górnych partii ciała trzech po treningach crossfit (w poniedziałek, wtorek i środę).

Mówiąc krótko – jestem zadowolona, gdyż ten bieg był moim głównym treningiem „akcentem” BC2 w tym tygodniu i był to naprawdę bardzo dobry trening.

Poniżej przedstawiam bardziej szczegółowe podsumowanie biegu z mojego zegarka (po zaimportowaniu do Endomondo, które jest bardziej czytelne od aplikacji Garmin).

Chełmski Bieg Niepodległości

Podsumowanie mojego wyniku na Chełmskim Biegu Niepodległości. Według mojego zegarka trasa była o ok. 50 m dłuższa niż 10 km, więc być może mogę sobie odjąć ok. 10-20 s od tego wyniku. 

Wydaje mi się, że mój zegarek trochę zwariował, gdyż niemożliwe jest, abym miała tak niskie tętno. Zdecydowanie czułam, że oscyluje ono w granicach 170-180 przez większość czasu.

Od trzeciego do mniej więcej połowy czwartego kilometra widać spadek tempa, gdyż na tym odcinku znajdował się dość spory podbieg. Sama dziwię się, jak dałam radę mimo wszystko utrzymać na nim cały czas tempo w granicach 4:40 min/km.

Mniej więcej w połowie dziewiątego kilometra widać mały skok tempa. To moment, kiedy trochę za mocno przyspieszyłam, ale na szczęście bardzo szybko udało mi się „pozbierać” i jeszcze skończyć bieg normalnie.

Progress mały, ale jest!

Pisanie tego posta skłoniło mnie do bardziej wnikliwej analizy, jak wygląda moja poprawa czasu na 10 km. Za chwilę napiszę bardziej szczegółowy artykuł na ten temat, gdyż wydaje mi się, że wiele początkujących osób może z niego skorzystać.

Oto, dlaczego widzę zdecydowany postęp i poprawę po biegu 11 listopada:




  • Podczas biegu nie miałam żadnego poważniejszego kryzysu, chociaż biegłam w tempie bliskim swojej niedawno pobitej życiówki.
  • Cały czas miałam jeszcze rezerwy energetyczne i byłam w stanie przyspieszyć.
  • Po zawodach nie czułam specjalnego zmęczenia ani nie miałam żadnych zakwasów, co do tej pory było standardem po biegu w takim tempie.
  • Biegłam z dość sporymi zakwasami górnych partii ciała, co nie wpłynęło znacząco na mój wynik końcowy.
  • Byłam trzecia z 58 kobiet, które ukończyły ten bieg, a dwie kobiety znajdujące się przede mną to naprawdę poważne i bardzo dobre zawodniczki.

Ogólnie jestem bardzo zadowolona ze swojego piątkowego treningu tempowego, który był także idealną „powtórką” przed zbliżającą się wielkimi krokami Drugą Dychą do Maratonu 20-go listopada. To tyle, jeśli chodzi o Chełm. Do zobaczenia na starcie na Arenie Lublin!

Dodaj komentarz