X Ogólnopolski Bieg Barbórkowy Solidarności: krótka relacja z mojego prawdopodobnie ostatniego podium w kategorii 18+.

Z powodu swojej niedawno odnowionej kontuzji miałam pierwotnie nie brać udziału ani w II Dyszce do Maratonu ani tym bardziej w Biegu Barbórkowym w Bogdance (12,4 km). Na szczęście moja regeneracja przebiegła dużo sprawniej i szybciej niż przewidywałam, więc zdecydowałam jednak wziąć udział w tym biegu. To była świetna decyzja. 




Bieg Barbórkowy Solidarności w miejscowości Bogdanka odbył się już po raz dziesiąty. To był mój pierwszy start w tej imprezie, ale zdecydowanie nie ostatni. Zamierzam się tam wybrać również w przyszłym roku.

Wydawało mi się, że Bieg Barbórkowy w Bogdance to raczej dość niszowa impreza, na której będzie tylko niewielka ilość zawodników. Nic bardziej mylnego! Bieg ukończyło 206 osób, z czego bardzo duża część to zawodowi biegacze i znani wszystkim zawodnicy.

„Obstawa” na tych zawodach była wyjątkowo mocna, w związku  z czym nie spodziewałam się tutaj niczego więcej poza pamiątkowym medalem za ukończenie i porządną dawką endorfin.

Ku mojemu małemu zdziwieniu, udało się jednak zdobyć I miejsce w mojej już umierającej kategorii 18+ (ważnej jeszcze tylko dwa miesiące). Czas, w jakim ukończyłam bieg to 54 minuty i 10 sekund netto. Ogólnie byłam 52 osobą na mecie oraz 8 kobietą.

Jak dla mnie taki wynik to rewelacja i świetna motywacja do dalszych treningów. Poniżej moja „krótka” relacja.

Trasa i moje refleksje z niej




Może nie jest to strategicznie najlepsza taktyka, ale nie lubię nigdy przed zawodami sprawdzać trasy biegu ani analizować jej ukształtowania. Nie wiem, czy jest to wynikiem mojego (intelektualnego?) lenistwa czy czegoś innego, ale po prostu niespecjalnie chce mi się to robić.

Wolę zawsze mieć małą niespodziankę i na bieżąco w trakcie wyścigu poznawać trasę. Wszelkie podbiegi i tak będę w stanie spokojnie wyczuć bez wcześniejszej świadomości ich istnienia i odpowiednio na nie zareagować (nie przyspieszać lub nawet delikatnie zwolnić).

Nie mogłam kiedyś zrozumieć, dlaczego wszyscy ciągle mówią o tym, jak bardzo ciężkie i trudne podbiegi Lublin oferuje swoim biegaczom. Nigdy wcześniej podczas zawodów na 10 km czy nawet podczas Pierwszego Maratonu Lubelskiego nie przeszkadzały mi.  Dopiero, gdy zaczęłam biegać w tempie poniżej 5:00 min/km zrozumiałam wszystko. Biegnąc w tempie powyżej 5:00 min/km możemy nawet nie zauważyć niewielkiego podbiegu. Jeśli natomiast biegniemy zdecydowanie poniżej 5:00 min/km, poczujemy nawet najmniejszy (nawet 1%). Oczywiście ta granica tempa jest zależna od stopnia wytrenowania zawodnika, ale u mnie jest to równo 5:00 min/km.  

W związku z powyższym, jadąc na bieg w Bogdance miałam o trasie tylko takie informacje, jakie siłą rzeczy przypadkiem od kogoś zasłyszałam. Jest prosta, jest łatwa, jest asfaltowa i przyjemna.  Rzeczywiście tak też było, ale po jej przebiegnięciu mogę zasłyszane informacje jeszcze nieco uzupełnić:

  1. Mniej więcej pierwsze 1,5- 2 km  i ostatnie 1,5-2 km biegły po dokładnie takiej samej nawierzchni (asfaltowej ulicy). W związku z temperaturą oscylującą w granicy 1-3 stopni powierzchnia na tych odcinkach była bardzo delikatnie zlodowaciała. Buty zdecydowanie nie miały tutaj dobrej przyczepności, więc siłą rzeczy na tych odcinkach nasze zużycie energetyczne było nieco większe.
  2. Na trasie było kilka dość delikatnych podbiegów, które niestety w związku z tempem, w jakim biegłam (średnia 4:22 min/km) bardzo mocno wyczuwałam. Na jednym z  nich niestety wyczerpała się moje energia i zaczęłam biec na głębokiej „rezerwie”.
  3. Trasa przebiegała przez raczej otwarte i niezabudowane tereny, więc momentami można było poczuć dość mocny i mrożący wiatr. Jak dla mnie było to świetnie, gdyż, co najmniej dwa razy na tym biegu niestety dopuściłam do „zagotowania się”, więc zimny wiatr można powiedzieć, że mnie uratował.

Analiza biegu

Ogólnie jestem bardzo zadowolona z przebiegu tych zawodów, gdyż nie zaliczyłam w ich trakcie żadnego bardzo poważnego kryzysu, a także w miarę szybko doszłam do siebie po wbiegnięciu na metę. Nie mam także zakwasów, co kiedyś było stanem zupełnie normalnym po każdym szybszym i dłuższym bieganiu.

Jednak w porównaniu do II Dychy do Maratonu sprzed tygodnia, ten bieg „poczułam” zdecydowanie bardziej (zarówno w trakcie jak i po dobiegnięciu na metę), chociaż średnie tempo (4:20 min/km) oraz międzyczasy tydzień temu miałam nieco lepsze.

Poniżej ogólne podsumowanie biegu z mojego zegarka (po przerzuceniu do Endomondo):

Bieg Barbórkowy Bogdanka: trasa

X Ogólnopolski Bieg Barbórkowy Solidarności: trasa oraz podstawowe dane z biegu.

Bieg Barbórkowy z wczoraj to dla mnie zdecydowanie więcej niż tylko stanięcie na podium. To także:

  1. Najdłuższy bieg, w którym udało mi się utrzymać średnie tempo poniżej 4:30 min/km. Ciekawe, czy udałoby mi się je utrzymać, gdyby to był półmaraton? Chyba jeszcze nie w tym momencie.
  2. Zupełnie nieoczekiwana życiówka na 5 km (21:27). Nie wiem tylko, na ile mogę temu stwierdzeniu ufać, gdyż zegarek twierdzi, że przebiegłam pierwsze 5 km w czasie 21 minut 27 sekund, a po przerzuceniu tych danych do Endomondo widzę czas 21:41, co już życiówką nie jest.
  3. Możliwe, że również życiówka na 10 km, czyli poprawa czasu wykręconego tydzień temu na II Dyszce do Maratonu. Tutaj z kolei Endomondo twierdzi, że są to 43 minuty i 42 sekundy, a zegarek, że mój czas na 10 km w tym biegu to 43:56, co z kolei życiówką nie jest.

Podsumowanie poszczególnych odcinków po przerzuceniu danych na Endomondo:

Bieg Barbórkowy Bogdanka

Tutaj zarówno czas na 5 km jak i na 10 km prezentuje się całkiem porządnie.

Analiza tempa, tętna i wysokości

Zdaję sobie sprawę, że pulsometr w nadgarstku może wskazywać niekoniecznie do końca prawdziwe informacje, więc należy je traktować z pewną rezerwą. Jednak bazując na moim samopoczuciu w trakcie biegu wychodzi na to, że wszystko, co widzimy poniżej jest prawdą.

Oto, jak w trakcie wczorajszego biegu wyglądało tempo i tętno po naniesieniu na profil trasy.

Bieg Barbórkowy Bogdanka 2016

Na wykresie rzucają się w oczy dwa problematyczne momenty, czyli 6 km i 8 km.

Powyższy wykres wyraźnie pokazuje dwa momenty, w których się „zagotowałam” (przecięcie się wykresu tempa idącego w dół z tętnem idącym w górę).

Szósty kilometr

Po raz pierwszy nastąpiło to na szóstym kilometrze zaraz po niewielkim podbiegu. Jednak po tym małym kryzysie udało mi się jeszcze dojść do siebie i odzyskać siłę na w miarę swobodne wyprzedzanie  innych i odzyskanie względnego komfortu biegu.

Ósmy kilometr

Niestety na ósmym kilometrze moja siła i zapasy energii już się wyczerpały całkowicie. Widać to nie tylko po przecięciu się tempa  z tętnem, ale także dość sporym skoku tętna już do prawie maksymalnych granic wraz ze sporym spadkiem tempa.

Od ósmego kilometra zaczęłam odczuwać coraz mniejszą przyjemność z biegu, a nawet moja ukochana muzyka do biegania zaczęła mi przeszkadzać. To właśnie w tym momencie rozpoczęła się prawdziwa „walka”.

Walczyłam tylko o to, aby utrzymać bieżące tempo i nie dopuścić do „odcięcia zasilania”. Miałam wrażenie, że na tym biegu mogło się to wydarzyć bardzo gwałtownie. Pamiętam, że od mniej więcej 11 do 12 km większość biegłam z zamkniętymi oczami.

Na wykresie poniżej widać, że mimo wszystko udało mi się utrzymać tempo na wszystkich odcinkach bez znacznego spadku.

X Ogólnopolski Bieg Barbórkowy Solidarności

Na wykresie widać spadek tempa na kolejnych kilometrach, ale jest on na szczęście niewielki i udaje mi się ten trend przerwać na dwunastym kilometrze.

Biorąc pod uwagę moje samopoczucie po 8 km, mogę powiedzieć, że od tego momentu biegłam już tylko głową, gdyż moje ciało zaczęło już maksymalnie protestować. Oznacza to także, że w końcu zaczynam się uczyć odcinać głowę od ciała podczas zawodów, a to jak wiemy jest kluczem do sukcesu w sporcie.

Zazwyczaj w momentach „zagotowania” rezygnowałam i zwalniałam, aby tylko z powrotem poczuć się w marę komfortowo. Tutaj nie tylko nie zwolniłam, ale na koniec bardzo mocno przyspieszyłam.

Sprint na koniec

Na 12 km, czyli 400 m przed metą, pojawiła się okazja na poprawienie swojego miejsca o jeszcze jedno wyżej. Dokonałam tutaj czegoś dla siebie niemożliwego. Włączyłam maksymalny sprint (chociaż nogi, płuca i serce już w ogóle nie chciały współpracować) i pokonałam ten ostatni odcinek w tempie 3:50 min/km.

Na mecie nie byłam pewna, czy będę wymiotować, czy mdleć, ale na szczęście po kilku minutach doszłam do siebie w pełni bez dostarczania otoczeniu dodatkowych atrakcji.  Poczułam nawet w końcu głód i pragnienie, a porcja endorfin była naprawdę nieziemska.

I miejsce w kategorii 18+, bigos i koperta

Zupełnie nie spodziewałam się, że uda mi się jeszcze raz (prawdopodobnie już ostatni) stanąć na podium w kategorii 18+. Udało się!

Co było nietypowe dla tego biegu, to fakt, że osoby nagradzane dostawały tylko koperty oraz pamiątkowe figurki (tylko osoby  w kategorii OPEN). Nie było, tak jak na większości zawodów, pamiątkowych pucharów.

Bieg Barbórkowy Bogdanka

Moment wręczania nagród (podziękowania dla Irka za zdjęcie).

Po ukończeniu biegu każdy mógł skorzystać z nieograniczonej ilości kawy oraz herbaty, a także zjeść solidną porcję bigosu z kiełbasą oraz chlebem.

Dekoracja biegu oraz losowanie nagród odbyły w zadaszonym w miarę ciepłym pomieszczeniu (tutejszej stołówce), więc nie było problemu z marznięciem.

Reasumując, Bieg Barbórkowy w Bogdance to świetna impreza, w której polecam każdemu wziąć udział.




Oby tak dalej

To były ostatnie dłuższe zawody w tym roku (zostały mi jeszcze tylko dwa biegi na 5 km) i zarazem świetnie wykonany trening. Czuję, że cały czas robię powoli postęp i jestem mocno zmotywowana do dalszej pracy.

Kolejny poważny sprawdzian będzie miał miejsce na Trzeciej Dyszce do Maratonu w lutym. Jestem przekonana, że bardzo dobrze on zweryfikuje jakość moich treningów i zacięcie sportowe przez najbliższe dwa miesiące. Koniec gadania, trzeba trenować (ale spokojnie  i z głową).

Dodaj komentarz