Półmaraton Warszawski po raz czwarty (relacja)

Relacja z udziału w największej imprezie biegowej w Polsce, czyli 12 PZU Półmaratonu Warszawskiego.




Niespełna tydzień temu (26 marca) brałam udział w Półmaratonie Warszawskim – bez wątpienia największej i jednej z najlepszych imprez biegowych w Polsce.

Półmaraton Warszawski to 21 km biegania po najbardziej znanych ulicach stolicy, ponad 12 tysięcy biegaczy na mecie, świetna organizacja, ogromna ilość osób dopingujących oraz bardzo dobra dawka endorfin.

To był już mój czwarty start w Półmaratonie Warszawskim i, tak jak wszystkie poprzednie starty w tej imprezie, będę wspominać go bardzo pozytywnie.

A więc jak było? Jaką lekcję wyniosłam z tych zawodów? Co udało się osiągnąć? Podsumujmy!

Półmaraton Warszawski

Pod tą tabliczką rozpoczynałam swój bieg nie wiedząc czy uda mi się go skończyć przed czy za nią.

Półmaraton Warszawski ukończony wynikiem w okolicach życiówki (1:36:46)




Tak jak przypuszczałam, nie udało mi się poprawić mojej w miarę świeżej życiówki (1:34:28) ustanowionej dwa tygodnie wcześniej w Puławach.

Jestem prawie pewna, że jeszcze przez długi czas będę miała problem z pobiciem swojego nowego rekordu na tym dystansie.

Wydolnościowo jednak myślę, że nie pobiegłam tych zawodów dużo gorzej i ogólnie jestem z wyniku jak najbardziej zadowolona.

Poniżej podsumowanie niedzielnego biegu na podstawie danych z zegarka (przerzuconych do Endomondo):

Półmaraton Warszawski: podsumowanie

Podsumowanie Półmaratonu Warszawskiego z Endomondo.

Natomiast podsumowanie mojego startu w Półmaratonie Warszawskim cyferkach wygląda następująco:

  • Czas netto: 1:36:46
  • Miejsce wśród kobiet: 91 na 3263 kobiety, które ukończyły bieg.
  • Miejsce wśród wszystkich: 1780 na 12180 osób, które ukończyły bieg.
  • Miejsce w kategorii wiekowej: 52
  • Nie udało mi się załapać do strefy medalowej w  Mistrzostwach Polski Blogerów.

Biorąc pod uwagę ogromną ilość oraz bardzo wysoki poziom uczestników (pierwsze osoby na mecie miały czasy niewiele gorsze od rekordu świata), to tym bardziej osiągnięty przeze mnie czas i miejsce cieszą mnie bardzo.

Chociaż bieganie nie jest moją praca zawodową, a tylko bardzo mocno angażującym hobby, to jednak po tym biegu mogę stwierdzić, iż należę do 85 najszybszych kobiet w Polsce  na dystansie półmaratonu (kilka pierwszych kobiet na mecie to przedstawicielki Kenii i Etiopii).

Powyższe stwierdzenie w zupełności satysfakcjonuje mnie na co najmniej kolejny rok spokojnego trenowania.  🙂

Półmaraton Warszawski: Selfie

To mój selfie wkrótce po przekroczeniu mety Półmaratonu Warszawskiego.

Jeśli kiedykolwiek uda mi się biegać w takim czasie, w jakim oczekuje tego moja trenerka (poniżej 1:30), to wówczas na Półmaratonie Warszawskim będę mniej więcej w drugiej lub trzeciej dziesiątce kobiet.

Cel jest bardzo ambitny, ale nie widzę przeszkód, aby małymi kroczkami i cierpliwą pracą próbować się do niego zbliżać.

Przebieg Półmaratonu Warszawskiego: nierówne tempo i “zdechnięcie” po 15 km

Chociaż biegam już od wielu lat i posiadam jakąś “taktyczną” wiedzę odnośnie startów w dłuższych biegach (np. złota zasada, aby nie zaczynać za szybko), to jednak na Półmaratonie Warszawskim popełniłam kilka podstawowych błędów.

Poniżej przedstawiam wykres tempa z biegu oraz komentarz.

Półmaraton Warszawski: tempo

  • Niepotrzebnie do biegu ustawiłam się za pacemakerem na 1:35. On miał swoją wizję (zacząć dużo szybciej, aby mieć kilka minut zapasu na później), która w moim wypadku niestety nie sprawdziła się zupełnie. W rezultacie przez pierwsze 6 km biegłam w tempie poniżej 4:20 (i miałam momentami nawet 4 minuty zapasu), a po 15 km niestety “paliwo” zaczęło mi się kończyć i nie tylko wykorzystałam cały swój zapas czasowy, ale także wszystkie rezerwy energetyczne przechodząc w stan biegowej agonii i rezygnacji.
  • W trakcie biegu co chwila pacemaker mi gdzieś znikał, ponieważ nie biegł cały czas z flagą w górze i nie byłam pewna momentami, czy już mi uciekł, czy może go wyprzedziłam  (więc czasem przyspieszałam, aby potem przymusowo zwolnić).
  • Z powodu błędów popełnionych w pierwszej połowie biegu po 15 km zaczęłam w sposób wyraźny słabnąć. Praktycznie niczego nie pamiętam po 15 km poza momentem mety i zrywem na checkpoincie (20 km) na którym przyspieszyłam myśląc, że to już meta.
  • Ostatnie kilometry mogę kolokwialnie określić jako ciężką masakrę. Po 17-18 kilometrze niestety w duchu już się poddałam i zależało mi już tylko na tym, aby dobiec. Czas i wynik przestały już mieć dla mnie jakiekolwiek znaczenie.
  • Porównując powyższy wykres tempa z wykresem tempa w Puławach (poniżej) myślę, że jasne jest dlaczego w Warszawie nie zrobiłam życiówki.

  • Dodatkowo trasa w Warszawie według mojego zegarka wynosiła 21,22 km,a w Puławach 20,87, co jest jednak różnicą ponad 300 m (ok.1,5 minuty przy tempie 4:30/km). W Warszawie pobiegłam o ponad 2 minuty wolniej, ale biorąc pod uwagę różnicę w długości trasy, to wynik nie tak naprawdę gorszy o ponad 2 minuty.

Półmaraton Warszawski to dla mnie nie tylko świetna impreza biegowa i doskonale wykonany trening, ale także kolejna biegowa lekcja na przyszłość. Tutaj wniosek jest taki, że następnym razem nie będę korzystać z pomocy pacemakera, ale tylko i wyłącznie będę bazować na swoich obliczeniach, swoim zegarku i indywidualnych predyspozycjach mojego organizmu znanych tylko mnie.

Półmaraton Warszawski: trasa

Trasa Półmaratonu Warszawskiego biegła przez większość najbardziej znanych i ciekawych miejsc oraz ulic w Warszawie. Niestety, tak jak prawie po każdych zawodach, które biegnę na swojego “maksa”, naprawdę niewiele pamiętam z trasy.

Na szczęście jest dostępny film, na którym można zobaczyć przebieg trasy w przyspieszeniu:

W moim wypadku film pozwala mi przypomnieć sobie, którędy biegłam. Po obejrzeniu go niektóre fragmenty zaczynają mi się przypominać powoli. Wielu z nich jednak nie pamiętam w ogóle.

Przebiegnięta przeze mnie trasa po naniesieniu na mapę (w powiększeniu) wygląda tak:

Półmaraton Warszawski: trasa

Trasa Półmaratonu Warszawskiego przerzucona z mojego zegarka do biegania.

Trasę można spokojnie uznać nie tylko za bardzo atrakcyjną ze względu na swoją lokalizację, ale także dość łatwą.

Nie było tam prawie żadnych znaczących podbiegów, a znany wszystkim podbieg z Mistrzostw Polski w Podbiegu z zeszłorocznego półmaratonu był w tej edycji bardzo przyjemnym zbiegiem.

Poniżej profil trasy Półmaratonu Warszawskiego:

Półmaraton Warszawski: profil trasy

Półmaraton Warszawski 2017: idealne warunki pogodowe

Warunki pogodowe w Warszawie były zbliżone do tych, jakie panowały dwa tygodnie wcześniej w Puławach. Do godzin popołudniowych było raczej pochmurno, a termometr  pokazywał ok. 3-4 stopni.

Chociaż było naprawdę zimno moja decyzja, aby biec w krótkim rękawie okazała się decyzją jak najbardziej dobrą, gdyż ani przez moment na trasie nie było mi gorąco czy duszno. Nie było także momentu “zagotowania się”.

Półmaraton Warszawski to był pierwszy bieg, na którym na metę wbiegłem z gęsią skórką, a nie zalana litrami potu. Gęsią skórkę najlepiej dokumentuje zdjęcie, jakie zrobiłam od razu na mecie:

Półmaraton Warszawski: meta i gęsia skórka

Półmaraton Warszawski: organizacja

Jeśli chodzi o organizację Półmaratonu Warszawskiego i atmosferę panującą na tym biegu, to jak zawsze byłam z nich bardzo zadowolona.

Najważniejsze kwestie dotyczące organizacji biegu można podsumować w następujących punktach:

  • Wszystko było dopracowane w każdym szczególe, nie trzeba było stać w kolejkach po jedzenie czy picie (ani nawet do odbiór pakietów) po skończeniu biegu.
  • Wręczanie medali i “organizacja” biegaczy wbiegających na metę była naprawdę bardzo sprawna.
  • Co kilka kilometrów na trasie czekały na biegaczy przeróżne grupy dopingujące. Poza tym wzdłuż trasy stało mnóstwo również bardzo aktywnie dopingujących mieszkańców Warszawy.
  • Na trasie znajdowały się cztery punkty posiłkowe:
    • Z wodą i izotonikiem
    • Z wodą, izotonikiem i bananami
    • Z wodą, izotonikiem i pastylkami energetycznymi
    • Z wodą, izotonikiem, pastylkami energetycznymi oraz bananami
  • Jedyny mankament to słabej jakości (papierowe) numery startowe, w których znajdowały się również chipy do pomiaru czasu. Z doświadczenia wiem, że zwykłe papierowe numerki przypinane na agrafki potrafią się odczepić i odpaść. Mój na mecie trzymał się już tylko na dwóch agrafkach.
  • Medal z Półmaratonu Warszawskiego jak zawsze był po prostu śliczny. Sami zobaczcie na zdjęciu poniżej:
Półmaraton Warszawski: medal

A to jest mój medal z 12 Półmaratonu Warszawskiego.

A podsumowując podsumowanie Półmaratonu Warszawskiego…

…to przez cały tydzień jestem bardzo pozytywnie naładowana endorfinami i mam poczucie, że cały czas robię postęp.




Każdemu, kto jeszcze nie brał udziału w Półmaratonie Warszawskim lub przymierza się do przebiegnięcia swojej pierwszej “połówki” polecam spróbować swoich sił w Warszawie.

Na tym biegu tak naprawdę sam wynik nie jest najbardziej istotny, a niesamowita atmosfera i kibice, dzięki którym przynajmniej do połowy dystansu w ogóle nie odczuwamy tempa.

Na dworze robi się coraz cieplej, więc sezon na życiówki można uznać za chwilowo zawieszony. Niemniej jednak za trzy tygodnie będę próbować poprawiać swój czas na kolejnej świetnej imprezie biegowej – Półmaraton Kraśnik.

Pozdrowienia dla wszystkich biegających i tych, którzy biegać niedługo będą. 🙂

Dodaj komentarz